czwartek, 25 czerwca 2009

Problem nr 4

Otrząsnęłam się. Pozbierałam.
Ale ciężki to był wtorek... Dla nas obojga.
Mąż tak się zapierał, że nie ma stresu, a jak szliśmy po wynik (uparł się, że idziemy razem) to się blady nagle zrobił i zamilkł aż do momentu mojego wyjścia z laboratorium. Później ryknęłam... postaliśmy na parkingu, aż się trochę ogarnęłam i rozjechaliśmy się z powrotem do pracy.
Siadłam przed komputerem, łzy mi się zbierały co kilka minut, ale trzeba się było trzymać, bo za chwilę do przeprowadzenia dwie rozmowy kwalifikacyjne. Odbębniłam je. Z wyrzutem sumienia, że może za mało się dowiedziałam o tych dziewczynach i może niewłaściwą decyzję podejmę, ale wtedy zależało mi na tym, żeby załatwić to, co ma swój termin i "prysnąć" do domu. I prysnęłam... pobeczałam jeszcze trochę i padłam jak mucha.

Dziś 1 dzień nowego cyklu. Jutro kontrolne usg i jak wszystko będzie ok, to w sobotę startujemy znów z zastrzykami. Trochę mi to poprawiło humor, że nie trzeba długo czekać na kolejną próbę. Jeśli jutro wszystko będzie ok, to mam nadzieję spokojnie przebrnąć przez cały cykl. Jajniki reagują na stymulację - pęcherzyki rosną, pęcherzyki reagują na "dopalacze" - pękają, druga faza reaguje na wspomaganie - i nie ma 'niedomagania', a stworki z ogonkami na 6.
Więc! mówię sama do siebie: już się nie ma co zamartwiać na zapas, tylko trzeba czekać na efekt, skoro podłoże przygotowane. Myślę sobie, że zdrowi ludzie, przy próbach we własnej sypialni, też nie od razu trafiają... Chciałabym, żeby mi się taka postawa utrzymała. Ale rzeczywistość jak zwykle to zweryfikuje. Ja, nadworny nerwus i stresor zbyt gładko nie mogę przejść przez te tematy;)

Oczywiście nie byłoby tego wszystkiego, tych mozolnych starań, tych wyrzeczeń, cierpienia, badania krwi co miesiąc, garści tabletek, zastrzyków i niedrożnego jajowodu i laparoskopii i bloga tego by nie było.... gdyby Pani Rokita wystąpiła w TV ze trzy lata wcześniej. Pojechalibyśmy wtedy na urlop, pogadali (bo my tak w milczeniu przez te lata) i z pewnością owulacja by powróciła do normy, a jajowód by się udrożnił. Tylko, Posłanko Rokito, my gaduły jesteśmy, i jakbyśmy się tak zagadali, to jeszcze zaczęłabym owulować 24 na dobę 7 dni w tygodniu i co wtedy jakbyśmy się tacy megapłodni stali? Kto wychowałby i utrzymał te wszystkie nasze dzieci? Jednak musi Pani jeszcze coś dopracować, ale z pewnością jest Pani na właściwym tropie.

No nic, rozpisałam się, a tu czas "pogadać, porozmawiać, usiąść razem, zjeść kolację", w końcu ten cykl ma być owocny... ;)

http://www.tvn24.pl/-1,1606833,0,1,nelly-rokita-nie-ma-normalnej-rodziny,wiadomosc.html

3 komentarze:

  1. Och, jak rozumiem Twoją złość na panią R.
    Ech ,czasem szkoda słów. Trzymaj się dzielnie:))

    OdpowiedzUsuń
  2. ona naprawdę coś takiego powiedziała ???? Skończoną idiotką jest !! Amen.

    I do przodu Maleńka :***

    OdpowiedzUsuń