Połowę mam za sobą - to jedyne, co jest pewne.
Co będzie z drugą połową - czas pokaże. Staram się myśleć pozytywnie, mimo, że samopoczucie bez zmian.
Poza tym nie mogę wyjść z podziwu nad moim genialnym przedwczorajszym pomysłem zrobienia dodatkowych badań. Badań ze strachu przed czymś, co nie nastąpiło. Ja wiedziałam, że hormony mogą spowodować zaburzenia emocjonalne, ale nie sądziłam, że dodatkowo zakłucają myślenie;)
To był pomysł na miarę mnie sprzed conajmniej 2,5 roku, kiedy w temacie problemów z płodnością nie wiedziałam nic i panikowałam w każdej kwestii, reagując właśnie takimi bezmyślnymi i czasem absurdalnymi zachowaniami. No ale skoro pomysł został zrealizowany, to już nie ma co analizować. Że nie wspomnę o wiarygodności wyników... jak może mi wyjść np. właściwy progesteron, skoro dostaję go 300 mg dziennie w tabletach ponad to, co produkuje (mam nadzieję;) ) mój organizm. Dobra jestem, nie ma co. Moje wyniki, na które szczególnie nie czekam odbieram jutro.
Ale przynajmniej mam się dziś z czego śmiać, bo dzień w pracy mnie zmordował - był ciężki i zdecydowanie za długi. Szef wpadł jak rakieta, nieszczęśliwy z jakiegoś bliżej nie znanego mi powodu i skutecznie wyżył się na wszystkich, trzaskając przy tym każdymi drzwiami, waląc pięściami w stół "bo mu się mail nie chce wysłać" i rzucając się na swoim jakże skórzanym fotelu machając krawatem w niestonowanych kolorach agresywnie odbijających się od koszuli. A.... Dziś rano w radio ktoś powiedział, że jak facet ma kiepską twarz, to zakłada rzucający się w oczy krawat... :D
ale.. dość o pracy. Przecież to mój blog huśtawkowy z wiadomym tematem przewodnim:)
Trzeba zniknąć
10 miesięcy temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz