czwartek, 2 lipca 2009

Wstyd

Dopadło mnie coś. Coś niedobrego...
Mogę wszystko zwalić na te cholerne tablety. Mogę się zastanawiać, czy mi się z głową coś nie dzieje. Mogę się nie zastanawiać w ogóle "dlaczego". I wybieram tę trzecią opcję.
Cały ten tydzień naszpikowany był serią wieści mnie drażniących. Zaczęło się od wspomnianej opowieści kolegi z pracy. Ok, jakoś to przetrawiłam.
Wczoraj spotkałam koleżankę. W rozmowie Pyta prosto z mostu "a Wy kiedy?", więc dla świętego spokoju przełamałam się i odpowiadam "nie wiem, nie zawsze jest tak, jakby się chciało". Na co ona: "oj, biedna Ty. Moim znajomym też się nie udało. Poddali się, a drudzy adoptowali i są same problemy z tym dzieckiem". Wracałam do domu cała wściekła i rozżalona. Czasem w opdowiedzi na takie reakcje mam ochotę być wulgarna jak nie ja i powiedzieć "a wsadźcie sobie w d... te "pocieszenia" ". Dotychczas się jednak opanowywałam. Na szczęście.
Na to wszystko wieść o narodzinach córeczki kuzyna. To ich drugie dziecko. Zamiast się ucieszyć, że dzieciak zdrowy i wszystko ok, to mnie szlag trafił, że oni uporali się już z drugim, a my wcale... Wstyd mi za to. Poleciały mi łzy i bynajmniej nie z radości. Wstyd, wstyd...

Po tym wszystkim odbieram maila - powiadomienie, że mam wiadomość na NK. Zajrzałam tam pierwszy raz od baaaaaardzo dawna. A tam co? Cała strona główna pełna małych łysych główek. Plaga jakaś. Wszyscy są jakoś tak cholernie płodni. Za oknem wrzeszczą dzidziory sąsiadów, w pracy za ścianą rośnie kolejny brzuch. Tak mnie to drażni, tak mnie to wkurza, tak mnie to irytuje.

Czuję, że to we mnie wzbiera, narasta, a jednocześnie nie mogę dać temu upustu "oficjalnie". Bo wstyd mi za siebie, że w ogóle tak myślę. Strasznie wstyd.
Wiec uzewnętrzniam się tu. Bo muszę coś z tym zrobić, żeby się lepiej poczuć, a to jedyna dla mnie właściwa forma. Tu jestem anonimowa. Więc jak zostanę uznana za niezrównoważoną, to w dalszym ciągu anonimową...
Ach, wybacz Joanno - dla Ciebie jestem całkiem znajoma. I pewnie zaraz zadasz pytanie, czy Twoja L. też mnie drażni. Nie, Ona nigdy.

Ale oświadczam, że będę walczyć do skutku, nie zamierzam się poddać, żeby nie wiem co. Nawet, jeśli będę się tak ekstremalnie huśtać jak dziś.

A tymczasem, w oczekiwaniu na odpowiedź na moje ostatnie ogłoszenie wzięłam się ostro za naukę do egzaminu na tłumacza przysięgłego. Wyznaczyłam sobie dzienne dawki wiedzy i wypełniam maksymalnie wolny czas. Mimo wszystko zdrowiej zająć głowę opisem postępowania karnego, wyrokiem w sprawie rozwodowej czy... decyzją w sprawie ustanowienia zarządcy współwłasności nieruchomości ;) to ostatnie to moje ulubione na dziś;) a jak brzmi w języku obcym!

4 komentarze:

  1. Brawo.Podziwiam za odwagę nazwania i napisania tego, co w Tobie teraz gra- /ma prawo tak grać!/, nawet jeśli jesteś tylko anonimowa.Nie każdego na to stać:))Już teraz będzie tylko lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  2. kochanie, masz prawo tak czuć. Masz prawo czuć wszystko !!

    Dobrze, że nie wiesz, co ja czuję patrząc na uśmiechnięte niemowlęta. myśląc, że moje takie nie było, że jest we mnie jakiś błąd, który nie pozwala mojemu dziecku być szczęśliwym. I to ogromne poczucie winy, że nie wiem, co mam robić...

    OdpowiedzUsuń
  3. rzeczywiście, nawet trochę mi lepiej jak wyrzuciłam to z siebie, choć nadal mi wstyd. Ale... dobrze, że nie macie mnie za wariatkę;)

    Joanno moja;) - dzieci są różne, jedne płaczą mniej, inne więcej. Nie ma w Tobie żadnego błędu, a dziecko masz wyjątkowe. Zawsze Ci to powtarzam przecież;)

    OdpowiedzUsuń