środa, 8 lipca 2009

Huśtawkowy "off"

za 3 godziny wyjeżdżam. Nic takiego, delegacja. Ale jest wokół niej tyle zamieszania, że już zaczynam odłączać mózg od hormonów. I dobrze. Wyjazd z pewnością mnie zmęczy, ale odpocznę od moich codziennych myśli. Na początek zajmuję głowę tym, czy zdążę na wszystkie pociągi. O 18 muszę być na miejscu, pan w międzynarodowej kasie PKP sprzedał mi bilet tylko do Berlina i z B. do Lipska. "na resztę pociągów regionalnych nie mam kodów" rzekł. Doskonale, bo ja mam po 8 minut między każdym pociągiem (a będzie ich 4!), więc na pewno wystarczy czasu na odstanie jeszcze kilku minut przy kasach... wrrr! no ale nic. Jest jeszcze opcja biletu u konduktora. Tyle, że ja mam zboczenie organizacyjne i lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, pod samą szyję, tak aż do przesady. Choć może to taki początek zaprawki... skoro mam mieć dziecko, przy którym nie da się wszystkiego zaplanować.... ;)

No to pora włączyć huśtawkowy "off". Tak więc zmykam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz