Cudowny weekend mam za sobą. Był tak relaksujący, że zapomniałam, że laparo tuż tuż.
Na chwilę... bo po powrocie do domu znów mnie "wzięło".
Po ostatnich napadach stresu schudłam 2 kilo.
Teraz mam się oszczędzać przed zabiegiem i nie "opychać". Nie jest to trudne, bo żąłądek mam już dość zaciśnięty.
Torba spakowana, książka, mp3 i inne czasoumilacze, badania zrobione, szczepienia skompletowane. Chyba niczego nie brakuje. Hyyhhh, brakuje! mój słoń na szczęście, co to ze mną od matury wszędzie podąża, zaraz go dorzucę. Słoń obowiązkowo! ;)
Jutro ostatni dzień do pracy przed szpitalem. We wtorek rano ruszam na izbę przyjęć, w środę na stół. Ten wtorek chyba najgorszy, to czekanie... taki dzień na dodatkowy stres.
Czekam na środę. Dobrze byłoby, żebym poszła jak najszybciej, jako pierwsza na stół, jeśli będzie nas więcej.
Przez chwilę miałam zapał na "dokształcenie" się online w kwestii laparo. Ale .. na szczęście zrezygnowałam. Po co mi to... po co... wolę ten znak zapytania. Wystarczą mi te ogólniki od lekarki. Wiem, że 3 nacięcia, w tym jedno przez mój święty i nietykalny pępek;) (nienawidzę żadnej formy dotyku tego miejsca, a tu dotyk, inwazja i jeszcze szwy. Brrrr.. ;) )
Cieszę się, że będzie narkoza, że "zdrzemnę" się na stole i obudzę po.
Ktoś mi powiedział: nie stresuj się tak, idziesz tam po to, żeby było dobrze.
Prawda, taki jest cel. Ale ja to ja, swoje się nastresować muszę.
To tyle. Napiszę jak będę po laparoskopii. Trzymajcie kciuki w środę.
I jeszcze kilka słów do podczytującej mnie pani doktor:)
dzięki za kciuki i na trokarach (tę nazwę zdążyłam przyswoić z sieci i zaraz po przeczytaniu tego wyrazu zrezygnowałam z dokształcania:) ).
No i kto wie.. świat jest taki mały, może to ta sama sala operacyjna? ;)
To do zobaczenia tak czy siak - jak nie w realu to telepatycznie-wirtualnie:)
pa!
Trzeba zniknąć
10 miesięcy temu

Powodzenia, i jak najszybciej dobrej, środy:)
OdpowiedzUsuńTrzymam za Ciebie kciuki :)
OdpowiedzUsuńKamila
i jak Maleńka ??
OdpowiedzUsuń