poniedziałek, 16 marca 2009

byle do kwietnia

Nastrojowo lepiej. Choć fizycznie beznadzieja. Nadal się słaniam na nogach, jest mi słabo i niedobrze. Jeśli jednak te męki wynagrodzi mi upragniony dzidziuś - zniosę wszystko.
Nie wiem jak to będzie z kwietniową inseminacją. Coś mi się wydaje, że termin może przypaść w święta. Wtedy będę musiała czekać kolejny miesiąc. Chociaż... z moim organizmem to nigdy nic nie wiadomo. Może się okazać, że akurat się wstrzelimy..

Zaczynam znów myśleć. Myśleć, myśleć. Przede mną kolejny etap, kolejna nadzieja. I cholera nie wiem, czy wyjść z założenia, że pozytywne myślenie to połowa sukcesu, czy się zdystansować, żeby nie narobić sobie znów nadziei....
no tak... mówię o tym, czyli już sobie robię nadzieję. Skoro tak, to nie pozostaje mi nic innego jak
myśleć pozytywnie. Kiedyś przecież musi się udać. Musi.

Nie mogę się doczekać kwietnia. Chciałabym, żeby "to wszystko" zaczęło się dziać.
Niech czas szybko leci....

2 komentarze:

  1. :D wiesz ja też chce żeby zleciało, chociaż z innych całkiem powodów :))

    Calusy Mala- juz Cię widzę z trojakami przy piersiach :)))) Oczy podkrążone, wzrok mętny :)))

    :****

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak, tylko jak Tobie zleci, to masz gwarancję dobicia do celu, a ja nie. Ale i tak czekam.

    A z tymi trojakami to się uspokój:)

    OdpowiedzUsuń