środa, 19 sierpnia 2009

miesiąc dla mnie

Ciężki był ostatni piątek. Grałam bohaterkę, bo wydawało mi się, że taka silna byłam ostatnie dni. A guzik! Są chwile, kiedy po prostu nie da się, nie chce się, a może wręcz nie powinno się być twardzielką, kiedy trzeba wypłakać to, co męczy...
W piątek pojechaliśmy w góry, dopóki był jakiś wysiłek fizyczny i coś się działo, było ok. Jak tylko siedliśmy choć na chwilę łzy lały się strumieniami. Nie obchodziło mnie, czy jest to pełen ludzi szlak czy knajpa. Chciało mi się, to płakałam. Mąż tylko wyszeptał "a popłacz sobie" i cierpliwie podawał chusteczki.

A później z każdym dniem było lepiej i sucho na twarzy. Wzięłam się w garść.
Trzeba walczyć dalej, bo przecież mam do zrealizowania nasze największe marzenie, nasz plan, nasz cel. Ale potrzeba mi chwilę przerwy. Muszę odetchnąć, bo nie mam pewności co zarządzi na następny cykl mój organizm, a chwilowo nie mam siły na kolejną porażkę, jeśli taka miałaby być. Ten cykl odpuszczam. Muszę się ogarnąć, żeby coś zrobić wreszcie z przegraną 0:2... Zresztą pewnie i tak będę mieć jajniki pełne torbieli - po dwóch pęcherzykach miałam, to co dopiero teraz po ostatniej "bąboladzie". W czwartek się przejdę na kontrolnego uesa i mam miesiąc dla siebie. Miesiąc, w którym ja rządzę moim organizmem, nie on mną. O!

ps. dzięki dziewczyny - jak zawsze jest mi miło, że wpadacie z wirtualną wizytą:) a Grono się powiększa, to jest jeszcze milej:)
ps 2. Kamila, jak u Ciebie?