Ufff ile emocji, a to dopiero początek kwietniowej walki.
Wystartowałam dość pozytywnie - wyniki hormonów w normie, uuufffff,
dziś miałam usg - torbiele poginęły -uuuuuufffffffffffffff :)
Zaczęłam stymulację gonalem. Miłe zaskoczenie, bo pierwsza seria zamiast 690 kosztowała 550 PLN -to tak na marginesie.
Sam zastrzyk przeżywałam jak mega wielkie wydarzenie. Pierwszy miał być u lekarza, "pokazowy", reszta to praca domowa. Przerażał mnie fakt wbijania sobie igły....
Na szczęście mąż zaproponował, że pojedzie ze mną, zobaczy jak się to odbywa i będzie mi te zastrzyki robił. Kochany mój.
Teraz spokój do soboty. W sobotę kontrola i w zależności od tego ile i jakich pęcherzyków wyhodowałam będzie decyzja ile zastrzyków dodatkowo.
Teraz kiedy mam "wstęp" za sobą marzę, żeby rosły po drożnej stronie i żeby pękły...
A później będę dalej rozmyślać.
A jeszcze z miłych rzeczy - dziś wizytę u tej samej lekarki, ale chwilę po mnie miała M.
Zrobiła mi niespodziankę i dostałam w prezencie dwie ksiażki + rogaliki z serem własnej roboty.
Miłe to;) Teraz mam taki zapas książek do przeczytania, że mam w czym utopić głowę i zająć myśli. A muszę to robić, żeby nie zwariować. Dzisiejszy dzień mnie wykończył emocjonalnie, a to dopiero początek i tak właściwie nic takiego się jeszcze nie wydarzyło... Nie mam ochoty na jakikolwiek stres. Nie mam. I zrobię wszystko, żeby ten czas przetrwać jak najlepiej!
Trzeba zniknąć
10 miesięcy temu

:)) ja wiem, że trudno Ci. wiem, że się nie odzywam bo zapieprzam jak dzik :( Ale kocham i kciuki trzymam!!! :**
OdpowiedzUsuń