niedziela, 20 września 2009

egzamin z wytrzymałości

Walka o dziecko, strach, płacz... mija rok
walka, strach, płacz.. mija drugi...
walka, strach.... płacz mija trzeci
płacz, płacz i płacz. I walka o małżeństwo.

W ułamkach sekundy walnęło wszystko jak podrzucona bomba. Nieoczekiwanie. Nieprzewidzianie, z dnia na dzień, nie wiadomo skąd i dlaczego i jak ... nic nie wiadomo.
10 lat związku, udanego by się wydawało. M. nie wytrzymał presji i pękł.
..Twierdzi, że kocha, że potrzebuje czasu na uporządkowanie siebie, mam czekać. Odpoczywa, wziął urlop ode mnie. A ja ... ja każdego dnia umieram i rodzę się... brak mi tchu... i znów umieram i rodzę się podłączona pod respirator z nadziei... i tak w koło. Tak ciężko nie było mi od śmierci taty 15 lat temu.

Los nie jest dla mnie zbyt łaskawy ostatnimi czasy. Zdaję właśnie kolejny egzamin z wytrzymałości.

Pamiętajcie dziewczyny, żeby w staraniach o dziecko nie umknęło Wam staranie o siebie.

4 komentarze:

  1. Jakże smutno to słyszeć...
    Będzie dobrze, no musi być...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana... też przytulam.
    Gdyby zabrakło mojego Lubego, rozsypałabym sie na kawałeczki.

    Jeśli go kochasz - walcz. Walcz! Niech wie, że jest dla Ciebie najważniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieje, że wszystko pomału się układa.Dziękuję za zaproszenie:))

    OdpowiedzUsuń